piątek, 29 sierpnia 2014

Od Alexa cd Zary

Przyglądałem się jak dziewczyna siedzi na motorze.
- I co, taki straszny? - Uśmiechnąłem się.
- Może nie straszny, ale... - Urwała kładąc ręce na kierownicy. - Jak ty możesz na tym jeździć?
- Normalnie. - Wzruszyłem ramionami. - Powiem ci, że lepsze to niż samochód. Dlatego teraz będę jeździł motorem, bo auto wystawiłem na aukcję.
- Naprawdę?
- Mhm. - Położyłem rękę na jej dłoni. - Tu się włącza. - Przeniosłem jej dłoń na kluczyk.
- Aha. - Zarumieniła się.
- To jak, jedziemy? - Chciałem jakoś rozluźnić napięcie.
- Tak. - Odparła niepewnie. Przesunęła się do tyłu, tak, żebym ja mógł usiąść.
Wsiadłem przed nią na motor i włączyłem silnik. Już miałem odjechać gdy Zara postukała mnie palcem po plecach.
- Nie masz kasków? - Spytała zdziwiona.
- Wybacz, jeszcze się nie dorobiłem. - Zaśmiałem się. - Złap się mnie.
Kobieta posłuchała i oplotła mnie swoimi rękami. Na samą myśl, że się do mnie przytula zrobiło mi się duszno. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ruszyłem powoli maszyną. Nigdy nie jeździłem szybko, zawsze starałem się być ostrożny. Może nas nie złapią za brak kasków. Pojechałem w kierunku centrum, tam gdzie były jedne z lepszych restauracji. Przejechałem między taksówkami stojącymi na światłach i zatrzymałem się przed samymi pasami. Zara ścisnęła mnie jeszcze bardziej, jakby w obawie, że mogłaby spaść.
- Udusisz mnie. - Odwróciłem głowę.
- Nie moja wina... - Mruknęła.
Zielone. Wszyscy ruszyli. Rozpędziłem się na prostej drodze wymijając przy tym charakterystyczny czerwony autobus i skręciłem w spokojniejszą uliczkę.
- Jesteśmy na miejscu, więc możesz mnie puścić. Inaczej mnie udusisz i będziesz mieć człowieka na sumieniu. - Powiedziałem rozbawiony.
- Okay. - Zsiadła z motoru i wzdychnęła głośno. - Żyję...
- A czemu by nie? - Zsiadłem zaraz za nią i schowałem kluczyk do kieszeni. To tu. - Wskazałem budynek przed nami.
Weszliśmy do restauracji i usiedliśmy przy stoliku, do którego skierowała nas kelnerka. Gdy dostaliśmy karty zauważyłem jak kobieta siedząca na wprost mnie czuje się zagubiona.
- Spoko, nie jestem snobem który żywi się w takich drogich lokalach. - Odezwałem się z uśmiechem na twarzy. - Po prostu chciałem zobaczyć czy jest tu zjadliwie. Wiesz, czasem knajpa z zapiekanką jest lepsza od takiego cacka. - Tak, to była aluzja do wystroju, który nie był tani. Stoliki z hebanu i marmurowy kominek w rogu.
- Mhm. Masz rację. Czasami pizza lepsza od krewetek. - Uśmiechnęła się.
- Dokładnie. - Pstryknąłem palcami. - Więc? Co sobie wybierasz? Ja chyba wezmę spaghetti.
- To ja to samo. - Odłożyła kartę na bok.
- Jesteś pewna? - Dopytałem gdy kelnerka przyszła odebrać zamówienie.
- Tak. - Podparła ręką głowę.
- Hm, więc będzie dwa razy spaghetti.
Kelnerka zanotowała i odeszła.

(Zara? c: )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz