Zbliżał się wieczór i robiło się chłodno. Zatrzymałem się na parkingu przy parku.
- Czemu się tu zatrzymałeś? - Zapytała Zara.
- Nie masz ochoty się trochę przespacerować? - Wyłączyłem silnik.
- W sumie... - Uśmiechnęła się i zsiadła z motoru.
Poszliśmy jedną z parkowych ścieżek. Ponoć wszystkie prowadziły do fontanny, ale nigdy nie miałem okazji tego sprawdzić.
- Nie jesteś z Anglii, prawda? - Spytałem.
- Nie. Pochodzę z Norwegii. A ty?
- Ja stąd. - Pomyślałem chwilę. - Właściwie to z Sheffield, ale przeniosłem się tu. Do Londynu.
- Czemu?
- Zwiałem z domu. - Odparłem obojętnie.
- Mhm.
- A ty, jak się tu znalazłaś?
- Długa historia.
Widząc, że Zara nie za bardzo ma ochotę o tym rozmawiać skończyłem temat. W końcu znamy się bardzo krótko, więc nie mam co liczyć na to, że powie mi coś o swojej przeszłości. Może była smutna? Zresztą szanuję czyjąś prywatność, i jak ktoś nie chce mi czegoś powiedzieć, to niech nie mówi. Proste.
- Co tak zamilkłeś? - Wyrwała mnie z zamyślenia.
- Co, ja? - Otrząsnąłem się. - Ee... Po prostu się zamyśliłem. - Uśmiechnąłem się.
- Zobacz jaka ładna fontanna. Widziałam ją już wcześniej, ale nie gdy jest oświetlona. - Wskazała na faktycznie piękną fontannę.
- Ogólnie ładnie tu. - Streściłem.
Nagle z krzaków wybiegł jakiś zamaskowany mężczyzna i podbiegł w naszą stronę. Wyrwał Zarze torebkę i zaczął uciekać.
- Czekaj tu. - Powiedziałem do kobiety i pobiegłem za nim.
Był szybki. Ledwo co za nim nadążałem. Mimo to, że byłem młody to przez nadmiar palonych papierosów słabłem coraz bardziej. W końcu udało mi się go dorwać.
- Puść mnie! - Krzyknął.
- Oddaj mi tą torebkę i cię wypuszczę. - Powiedziałem spokojnie, trzymając go za łachy.
- Spadaj! - Wyrywał się.
Niewiele myśląc uderzyłem go w twarz co go trochę zdezorientowało. Puścił zdobycz, która spadła na ziemię z głuchym plaskiem. Puściłem go, a on zwiał. Podniosłem torebkę z ziemi i pokierowałem się z powrotem do Zary.
Całe szczęście kobieta stała i czekała. Nigdzie nie poszła. Mogło ich być więcej, albo coś... Nie wiem.
- Proszę, twoja torebka. - Otrzepałem rzecz i oddałem właścicielce.
(Zara? c: )
niedziela, 31 sierpnia 2014
sobota, 30 sierpnia 2014
Od Zary cd Alexa
Wnętrze lokalu było bardzo eleganckie. Najbardziej przyciągał uwagę marmurowy kominek, który znajdował się w roku pomieszczenia. Widać było, że żywią się tu bogate osoby.
Kelnerka wręczyła nam karty dań, które zaczęliśmy przeglądać.
- Spoko, nie jestem snobem który żywi się w takich drogich lokalach. Po prostu chciałem zobaczyć czy jest tu zjadliwie. Wiesz, czasem knajpa z zapiekanką jest lepsza od takiego cacka.
- Mhm. Masz rację. Czasami pizza lepsza od krewetek. - Uśmiechnęłam się.
- Dokładnie. - Chłopak pstryknął palcami, co przywołało kelnerkę. - Więc? Co sobie wybierasz? Ja chyba wezmę spaghetti.
- To ja to samo. - Położyłam kartę na stoliku.
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Hm, więc będzie dwa razy spaghetti.
Kelnerka zanotowała i odeszła, zostawiając nas samych. Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Nie jestem przyzwyczajona do takich spotkań, więc rozmowę zaczął (jak zwykle) Alex.
- Co taka smutna jesteś?
- Ja? Nie. - Powiedziałam szybko.
- Uśmiechnij się.
Na twarzy pojawił mi się sztuczny uśmiech, który zaraz potem zniknął.
Do stolika podeszła kelnerka z dwoma talerzami, pełnymi spaghetti. W osobnej teczce zostawiła rachunek.
Zauważyłam, że Alex wyciąga portfel i chce zapłacić.
- Ja zapłacę. - Szybko wykrztusiłam.
- Nie, ja zapłacę.
- Ale... - Wydusiłam.
- Nic nie mów. - Chłopak zakończył temat.
Po zjedzonym posiłku znów wsiedliśmy na motocykl i pojechaliśmy.
(Alex? Nie wiem co dalej xd)
Kelnerka wręczyła nam karty dań, które zaczęliśmy przeglądać.
- Spoko, nie jestem snobem który żywi się w takich drogich lokalach. Po prostu chciałem zobaczyć czy jest tu zjadliwie. Wiesz, czasem knajpa z zapiekanką jest lepsza od takiego cacka.
- Mhm. Masz rację. Czasami pizza lepsza od krewetek. - Uśmiechnęłam się.
- Dokładnie. - Chłopak pstryknął palcami, co przywołało kelnerkę. - Więc? Co sobie wybierasz? Ja chyba wezmę spaghetti.
- To ja to samo. - Położyłam kartę na stoliku.
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Hm, więc będzie dwa razy spaghetti.
Kelnerka zanotowała i odeszła, zostawiając nas samych. Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Nie jestem przyzwyczajona do takich spotkań, więc rozmowę zaczął (jak zwykle) Alex.
- Co taka smutna jesteś?
- Ja? Nie. - Powiedziałam szybko.
- Uśmiechnij się.
Na twarzy pojawił mi się sztuczny uśmiech, który zaraz potem zniknął.
Do stolika podeszła kelnerka z dwoma talerzami, pełnymi spaghetti. W osobnej teczce zostawiła rachunek.
Zauważyłam, że Alex wyciąga portfel i chce zapłacić.
- Ja zapłacę. - Szybko wykrztusiłam.
- Nie, ja zapłacę.
- Ale... - Wydusiłam.
- Nic nie mów. - Chłopak zakończył temat.
Po zjedzonym posiłku znów wsiedliśmy na motocykl i pojechaliśmy.
(Alex? Nie wiem co dalej xd)
piątek, 29 sierpnia 2014
Od Alexa cd Zary
Przyglądałem się jak dziewczyna siedzi na motorze.
- I co, taki straszny? - Uśmiechnąłem się.
- Może nie straszny, ale... - Urwała kładąc ręce na kierownicy. - Jak ty możesz na tym jeździć?
- Normalnie. - Wzruszyłem ramionami. - Powiem ci, że lepsze to niż samochód. Dlatego teraz będę jeździł motorem, bo auto wystawiłem na aukcję.
- Naprawdę?
- Mhm. - Położyłem rękę na jej dłoni. - Tu się włącza. - Przeniosłem jej dłoń na kluczyk.
- Aha. - Zarumieniła się.
- To jak, jedziemy? - Chciałem jakoś rozluźnić napięcie.
- Tak. - Odparła niepewnie. Przesunęła się do tyłu, tak, żebym ja mógł usiąść.
Wsiadłem przed nią na motor i włączyłem silnik. Już miałem odjechać gdy Zara postukała mnie palcem po plecach.
- Nie masz kasków? - Spytała zdziwiona.
- Wybacz, jeszcze się nie dorobiłem. - Zaśmiałem się. - Złap się mnie.
Kobieta posłuchała i oplotła mnie swoimi rękami. Na samą myśl, że się do mnie przytula zrobiło mi się duszno. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ruszyłem powoli maszyną. Nigdy nie jeździłem szybko, zawsze starałem się być ostrożny. Może nas nie złapią za brak kasków. Pojechałem w kierunku centrum, tam gdzie były jedne z lepszych restauracji. Przejechałem między taksówkami stojącymi na światłach i zatrzymałem się przed samymi pasami. Zara ścisnęła mnie jeszcze bardziej, jakby w obawie, że mogłaby spaść.
- Udusisz mnie. - Odwróciłem głowę.
- Nie moja wina... - Mruknęła.
Zielone. Wszyscy ruszyli. Rozpędziłem się na prostej drodze wymijając przy tym charakterystyczny czerwony autobus i skręciłem w spokojniejszą uliczkę.
- Jesteśmy na miejscu, więc możesz mnie puścić. Inaczej mnie udusisz i będziesz mieć człowieka na sumieniu. - Powiedziałem rozbawiony.
- Okay. - Zsiadła z motoru i wzdychnęła głośno. - Żyję...
- A czemu by nie? - Zsiadłem zaraz za nią i schowałem kluczyk do kieszeni. To tu. - Wskazałem budynek przed nami.
Weszliśmy do restauracji i usiedliśmy przy stoliku, do którego skierowała nas kelnerka. Gdy dostaliśmy karty zauważyłem jak kobieta siedząca na wprost mnie czuje się zagubiona.
- Spoko, nie jestem snobem który żywi się w takich drogich lokalach. - Odezwałem się z uśmiechem na twarzy. - Po prostu chciałem zobaczyć czy jest tu zjadliwie. Wiesz, czasem knajpa z zapiekanką jest lepsza od takiego cacka. - Tak, to była aluzja do wystroju, który nie był tani. Stoliki z hebanu i marmurowy kominek w rogu.
- Mhm. Masz rację. Czasami pizza lepsza od krewetek. - Uśmiechnęła się.
- Dokładnie. - Pstryknąłem palcami. - Więc? Co sobie wybierasz? Ja chyba wezmę spaghetti.
- To ja to samo. - Odłożyła kartę na bok.
- Jesteś pewna? - Dopytałem gdy kelnerka przyszła odebrać zamówienie.
- Tak. - Podparła ręką głowę.
- Hm, więc będzie dwa razy spaghetti.
Kelnerka zanotowała i odeszła.
(Zara? c: )
- I co, taki straszny? - Uśmiechnąłem się.
- Może nie straszny, ale... - Urwała kładąc ręce na kierownicy. - Jak ty możesz na tym jeździć?
- Normalnie. - Wzruszyłem ramionami. - Powiem ci, że lepsze to niż samochód. Dlatego teraz będę jeździł motorem, bo auto wystawiłem na aukcję.
- Naprawdę?
- Mhm. - Położyłem rękę na jej dłoni. - Tu się włącza. - Przeniosłem jej dłoń na kluczyk.
- Aha. - Zarumieniła się.
- To jak, jedziemy? - Chciałem jakoś rozluźnić napięcie.
- Tak. - Odparła niepewnie. Przesunęła się do tyłu, tak, żebym ja mógł usiąść.
Wsiadłem przed nią na motor i włączyłem silnik. Już miałem odjechać gdy Zara postukała mnie palcem po plecach.
- Nie masz kasków? - Spytała zdziwiona.
- Wybacz, jeszcze się nie dorobiłem. - Zaśmiałem się. - Złap się mnie.
Kobieta posłuchała i oplotła mnie swoimi rękami. Na samą myśl, że się do mnie przytula zrobiło mi się duszno. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ruszyłem powoli maszyną. Nigdy nie jeździłem szybko, zawsze starałem się być ostrożny. Może nas nie złapią za brak kasków. Pojechałem w kierunku centrum, tam gdzie były jedne z lepszych restauracji. Przejechałem między taksówkami stojącymi na światłach i zatrzymałem się przed samymi pasami. Zara ścisnęła mnie jeszcze bardziej, jakby w obawie, że mogłaby spaść.
- Udusisz mnie. - Odwróciłem głowę.
- Nie moja wina... - Mruknęła.
Zielone. Wszyscy ruszyli. Rozpędziłem się na prostej drodze wymijając przy tym charakterystyczny czerwony autobus i skręciłem w spokojniejszą uliczkę.
- Jesteśmy na miejscu, więc możesz mnie puścić. Inaczej mnie udusisz i będziesz mieć człowieka na sumieniu. - Powiedziałem rozbawiony.
- Okay. - Zsiadła z motoru i wzdychnęła głośno. - Żyję...
- A czemu by nie? - Zsiadłem zaraz za nią i schowałem kluczyk do kieszeni. To tu. - Wskazałem budynek przed nami.
Weszliśmy do restauracji i usiedliśmy przy stoliku, do którego skierowała nas kelnerka. Gdy dostaliśmy karty zauważyłem jak kobieta siedząca na wprost mnie czuje się zagubiona.
- Spoko, nie jestem snobem który żywi się w takich drogich lokalach. - Odezwałem się z uśmiechem na twarzy. - Po prostu chciałem zobaczyć czy jest tu zjadliwie. Wiesz, czasem knajpa z zapiekanką jest lepsza od takiego cacka. - Tak, to była aluzja do wystroju, który nie był tani. Stoliki z hebanu i marmurowy kominek w rogu.
- Mhm. Masz rację. Czasami pizza lepsza od krewetek. - Uśmiechnęła się.
- Dokładnie. - Pstryknąłem palcami. - Więc? Co sobie wybierasz? Ja chyba wezmę spaghetti.
- To ja to samo. - Odłożyła kartę na bok.
- Jesteś pewna? - Dopytałem gdy kelnerka przyszła odebrać zamówienie.
- Tak. - Podparła ręką głowę.
- Hm, więc będzie dwa razy spaghetti.
Kelnerka zanotowała i odeszła.
(Zara? c: )
Od Zary cd Alexa
Obudziłam się dosyć wcześnie (oczywiście jak na mnie), ponieważ była dopiero godzina 7:24. Na wpół śpiąca poszłam do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie. Następnie ubrałam się i cicho wyszłam z domu (tak, aby nie obudzić ciotki). Rzadko wymykałam się z domu, ale dzisiaj potrzebowałam samotnego spaceru.
Wróciłam zanim ciocia i kuzynostwo się obudziło (czyli ok. 12).
***
Usłyszałam dźwięk sms'a. Szybko pobiegłam po telefon. Na ekranie widniała wiadomość od Alexa.
"Hey, to ja - Alex. Nie miałabyś ochoty na jakiś obiad? Dzisiaj oczywiście."
Zaśmiałam się pod nosem i odpisałam.
"Hey, skoro nalegasz... c:"
Umówiliśmy się, że Alex przyjedzie po mnie na 15. Miałam godzinę na przyszykowanie się. Ubrałam sukienkę w kolorowe kwiatki, szary sweterek i botki. Byłam gotowa do wyjścia.
Po chwili znów dostałam sms'a.
"Jestem pod blokiem. Czekam."
Wybiegłam z domu, w pośpiechu żegnając się z ciocią i najmłodszą z kuzynek, która akurat stała obok swojej mamy. Wyszłam z klatki i stanęłam jak wryta. Alex opierał się o czarno-żółty motocykl.
- Em... Mamy jechać tym? - Zapytałam przestraszona.
- Nie przywitasz się? - Zaśmiał się.
- Cześć. Mamy jechać tym?! - Zapytałam tym razem głośniej.
- Tak. A co? Boisz się?
- Troszkę. - Nie było sensu ściemniać.
Alex podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Poczułam, że po moim ciele przechodzi dreszcz.
- Nie bój się. - Szepnął mi uwodzicielsko do ucha.
Na policzkach wystąpił mi rumieniec. Chłopak pociągnął mnie za rękę i posadził na motocyklu.
(Alex? Brak weny :c)
Wróciłam zanim ciocia i kuzynostwo się obudziło (czyli ok. 12).
***
Usłyszałam dźwięk sms'a. Szybko pobiegłam po telefon. Na ekranie widniała wiadomość od Alexa.
"Hey, to ja - Alex. Nie miałabyś ochoty na jakiś obiad? Dzisiaj oczywiście."
Zaśmiałam się pod nosem i odpisałam.
"Hey, skoro nalegasz... c:"
Umówiliśmy się, że Alex przyjedzie po mnie na 15. Miałam godzinę na przyszykowanie się. Ubrałam sukienkę w kolorowe kwiatki, szary sweterek i botki. Byłam gotowa do wyjścia.
Po chwili znów dostałam sms'a.
"Jestem pod blokiem. Czekam."
Wybiegłam z domu, w pośpiechu żegnając się z ciocią i najmłodszą z kuzynek, która akurat stała obok swojej mamy. Wyszłam z klatki i stanęłam jak wryta. Alex opierał się o czarno-żółty motocykl.
- Em... Mamy jechać tym? - Zapytałam przestraszona.
- Nie przywitasz się? - Zaśmiał się.
- Cześć. Mamy jechać tym?! - Zapytałam tym razem głośniej.
- Tak. A co? Boisz się?
- Troszkę. - Nie było sensu ściemniać.
Alex podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Poczułam, że po moim ciele przechodzi dreszcz.
- Nie bój się. - Szepnął mi uwodzicielsko do ucha.
Na policzkach wystąpił mi rumieniec. Chłopak pociągnął mnie za rękę i posadził na motocyklu.
(Alex? Brak weny :c)
piątek, 22 sierpnia 2014
Od Candy
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizję. Leciała jakaś powtórka serialu. Podbiegł do mnie Sprite i polizał mnie po rękach.
- No co słodziaku? Jesteś głodny?
Szczeniak zamerdał ogonem i zaszczekał. Wyłączyłam telewizję, napełniłam też miskę Sprite'a z wodą i wsypałam mu karmy. Po chwili jechałam na wieś. Do mojej klaczy. Kiedy dojechałam przywitałam się z Niką i poszłam z nią trenować. Po godzinie zobaczyłam dziewczynę, która dopiero przyjechała. Była średniego wzrostu, miała brązowe włosy i blond końcówki. Widocznie też jeździła konno. Pojeździłam jeszcze trochę, tylko po to, żeby przyjrzeć się jak jeździ dziewczyna. Kiedy skończyła podeszłam do niej.
- Świetnie jeździsz - powiedziałam szczerze.
- Dziękuję - dziewczyna uśmiechnęła się.
- Jestem Candy - wyciągnęłam rękę.
- Ally.
- Długo trenujesz? - zaciekawiłam się.
- Tak naprawdę to prawie od urodzenia W dzieciństwie często jeździłam na jazdę konną.
<Ally? c:>
- No co słodziaku? Jesteś głodny?
Szczeniak zamerdał ogonem i zaszczekał. Wyłączyłam telewizję, napełniłam też miskę Sprite'a z wodą i wsypałam mu karmy. Po chwili jechałam na wieś. Do mojej klaczy. Kiedy dojechałam przywitałam się z Niką i poszłam z nią trenować. Po godzinie zobaczyłam dziewczynę, która dopiero przyjechała. Była średniego wzrostu, miała brązowe włosy i blond końcówki. Widocznie też jeździła konno. Pojeździłam jeszcze trochę, tylko po to, żeby przyjrzeć się jak jeździ dziewczyna. Kiedy skończyła podeszłam do niej.
- Świetnie jeździsz - powiedziałam szczerze.
- Dziękuję - dziewczyna uśmiechnęła się.
- Jestem Candy - wyciągnęłam rękę.
- Ally.
- Długo trenujesz? - zaciekawiłam się.
- Tak naprawdę to prawie od urodzenia W dzieciństwie często jeździłam na jazdę konną.
<Ally? c:>
wtorek, 19 sierpnia 2014
Od Alexa cd Zary
Przyciągnąłem Zarę bliżej. Nasze twarze były bardzo blisko siebie. Patrzyłem chwilę w jej oczy.
- Do zobaczenia. - Szepnąłem jej do ucha puszczając jej rękę.
Dziewczyna powoli odsunęła się ode mnie. Choć już było ciemno widziałem jej zarumienioną twarz w światłach lamp stojących przy drodze. Gdy wchodziła do klatki schodowej pomachałem jej jeszcze na pożegnanie i wsiadłem do samochodu. Włożyłem kluczyki do stacyjki gdy niespodziewanie rozdzwonił się mój telefon.
- Halo? - Odebrałem.
- Cześć Alex! - To przyjaciel z zespołu.
- Po co dzwonisz? - Zapytałem.
- Chciałem ci powiedzieć, że mamy występ jutro.
- Taa... A o której? - Przetarłem dłonią oczy. Byłem zmęczony.
- Wieczorem. Nie mam dokładnej godziny. Po prostu mamy się zjawić w klubie.
- Okay.
- A czemu pytasz o której? - Zaciekawił się.
- Spotkanie mam. To znaczy... Prawdopodobnie będę miał.
- Ładna jest?
- Ej! Bez takich. - Oburzyłem się. On to zawsze czyta w moich myślach. Równie dobrze mogło to byś spotkanie... Biznesowe? - Ładna. - Powiedziałem po dłuższej chwili.
- To świetnie!
- Kończę, bo chcę wrócić do domu. Dobranoc, cześć.
- Cześć.
Rozłączając się odłożyłem telefon na siedzenie pasażera. Przekręciłem ten nieszczęsny kluczyk, który od dłuższego czasu tkwił w stacyjce. Ruszyłem samochodem przed siebie.
Po półgodzinie byłem w domu. Zaświeciłem światło na przedpokoju żeby się nie zabić o pobliską komodę. Zawsze na nią wpadam!
***
- Koszula... Spodnie... - Mówiłem pod nosem sam do siebie. Szukałem w szafie czystych rzeczy, co było trudne. Jak chyba każdy facet robię pranie bardzo rzadko. O, jest! Udało mi się znaleźć czyste to i to. Bingo.
Ubrałem się w czyste ciuchy. Zbliżała się czternasta. Może wyciągnę Zarę na jakiś obiad? Niewiele myśląc wyjąłem telefon z kieszeni i napisałem sms'a.
"Hey, to ja - Alex. Nie miałabyś ochoty na jakiś obiad? Dzisiaj oczywiście."
(Zara? Obiadek? :3 )
- Do zobaczenia. - Szepnąłem jej do ucha puszczając jej rękę.
Dziewczyna powoli odsunęła się ode mnie. Choć już było ciemno widziałem jej zarumienioną twarz w światłach lamp stojących przy drodze. Gdy wchodziła do klatki schodowej pomachałem jej jeszcze na pożegnanie i wsiadłem do samochodu. Włożyłem kluczyki do stacyjki gdy niespodziewanie rozdzwonił się mój telefon.
- Halo? - Odebrałem.
- Cześć Alex! - To przyjaciel z zespołu.
- Po co dzwonisz? - Zapytałem.
- Chciałem ci powiedzieć, że mamy występ jutro.
- Taa... A o której? - Przetarłem dłonią oczy. Byłem zmęczony.
- Wieczorem. Nie mam dokładnej godziny. Po prostu mamy się zjawić w klubie.
- Okay.
- A czemu pytasz o której? - Zaciekawił się.
- Spotkanie mam. To znaczy... Prawdopodobnie będę miał.
- Ładna jest?
- Ej! Bez takich. - Oburzyłem się. On to zawsze czyta w moich myślach. Równie dobrze mogło to byś spotkanie... Biznesowe? - Ładna. - Powiedziałem po dłuższej chwili.
- To świetnie!
- Kończę, bo chcę wrócić do domu. Dobranoc, cześć.
- Cześć.
Rozłączając się odłożyłem telefon na siedzenie pasażera. Przekręciłem ten nieszczęsny kluczyk, który od dłuższego czasu tkwił w stacyjce. Ruszyłem samochodem przed siebie.
Po półgodzinie byłem w domu. Zaświeciłem światło na przedpokoju żeby się nie zabić o pobliską komodę. Zawsze na nią wpadam!
***
- Koszula... Spodnie... - Mówiłem pod nosem sam do siebie. Szukałem w szafie czystych rzeczy, co było trudne. Jak chyba każdy facet robię pranie bardzo rzadko. O, jest! Udało mi się znaleźć czyste to i to. Bingo.
Ubrałem się w czyste ciuchy. Zbliżała się czternasta. Może wyciągnę Zarę na jakiś obiad? Niewiele myśląc wyjąłem telefon z kieszeni i napisałem sms'a.
"Hey, to ja - Alex. Nie miałabyś ochoty na jakiś obiad? Dzisiaj oczywiście."
(Zara? Obiadek? :3 )
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Od Zary cd Alexa
- Może zaprosimy Alexa na kawę? - Zapytałam, próbując rozładować napięcie pomiędzy nimi.
- Dobry pomysł. Zapraszam. - Ciocia uśmiechnęła się i wskazała ręką wejście.
- Ale... Ja... Nie... - Chłopak wyglądał na zakłopotanego.
- Nie wymiguj się, tylko się zgódź. - Pchnęłam go w stronę drzwi.
Po chwili nie musiałam już ciągnąć Alexa za sobą. Nie opierał się. Szedł krok w krok ze mną. Co chwilę muskał mnie grzbietem ręki. Szliśmy w milczeniu aż dotarliśmy do naszego skromnego mieszkania.
- Alex, jaką chcesz kawę? - Zapytałam.
- Em... Obojętnie. Byleby z mlekiem.
- Okej.
Wstawiłam wodę i nasypałam kawy do kubków. Niedługo potem siedzieliśmy przy stoliku i rozmawialiśmy. Ciocia była bardzo zainteresowana Alexem. Cały czas wypytywała go o JEGO prywatne sprawy. Czułam się speszona. W końcu nadeszła pora pożegnania. Alex ubrał kurtkę.
- To ja... Odprowadzę Alexa. - Powiedziałam cioci.
- Dobrze, ale nie szybko wróć.
Zamknęłam drzwi i szłam za chłopakiem. Było ciemno. Na niebie widoczne były tysiące gwiazd. Alex oparł się o maskę samochodu, a ja stanęłam przed nim. Kilka minut staliśmy wpatrując się w siebie.
- Spotkamy się jeszcze? - Zapytał, patrząc mi w oczy. Złapał mnie za rękę.
- Dałam ci mój numer. Możesz dzwonić.
- Okej. - Powiedział z uśmiechem na twarzy.
Poczułam wibrację telefonu, która oznaczała, że dostałam sms'a. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz.
- Muszę już iść.
- Zadzwonię jutro. - Na twarzy Alexa pojawił się lekki smutek.
Chłopak zmniejszył dystans pomiędzy nami, przyciągając mnie do siebie.
(Alex? No przecież musi być wielki powrót!)
- Dobry pomysł. Zapraszam. - Ciocia uśmiechnęła się i wskazała ręką wejście.
- Ale... Ja... Nie... - Chłopak wyglądał na zakłopotanego.
- Nie wymiguj się, tylko się zgódź. - Pchnęłam go w stronę drzwi.
Po chwili nie musiałam już ciągnąć Alexa za sobą. Nie opierał się. Szedł krok w krok ze mną. Co chwilę muskał mnie grzbietem ręki. Szliśmy w milczeniu aż dotarliśmy do naszego skromnego mieszkania.
- Alex, jaką chcesz kawę? - Zapytałam.
- Em... Obojętnie. Byleby z mlekiem.
- Okej.
Wstawiłam wodę i nasypałam kawy do kubków. Niedługo potem siedzieliśmy przy stoliku i rozmawialiśmy. Ciocia była bardzo zainteresowana Alexem. Cały czas wypytywała go o JEGO prywatne sprawy. Czułam się speszona. W końcu nadeszła pora pożegnania. Alex ubrał kurtkę.
- To ja... Odprowadzę Alexa. - Powiedziałam cioci.
- Dobrze, ale nie szybko wróć.
Zamknęłam drzwi i szłam za chłopakiem. Było ciemno. Na niebie widoczne były tysiące gwiazd. Alex oparł się o maskę samochodu, a ja stanęłam przed nim. Kilka minut staliśmy wpatrując się w siebie.
- Spotkamy się jeszcze? - Zapytał, patrząc mi w oczy. Złapał mnie za rękę.
- Dałam ci mój numer. Możesz dzwonić.
- Okej. - Powiedział z uśmiechem na twarzy.
Poczułam wibrację telefonu, która oznaczała, że dostałam sms'a. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz.
- Muszę już iść.
- Zadzwonię jutro. - Na twarzy Alexa pojawił się lekki smutek.
Chłopak zmniejszył dystans pomiędzy nami, przyciągając mnie do siebie.
(Alex? No przecież musi być wielki powrót!)
sobota, 16 sierpnia 2014
Od Alexa cd Zary
Łapiąc ją za rękę zauważyłem jak się zarumieniła.
- Masz. - Puściłem jej dłoń wcześniej zostawiając w niej wizytówkę. - Gdybyś czasami chciała się ze mną skontaktować... W razie jakiejś podwózki? - Uśmiechnąłem się.
Zara wyjęła z kieszeni płaszcza długopis, coś nabazgrała pospiesznie i oddała mi moją wizytówkę.
- Tobie bardziej się przyda. - Odwzajemniła uśmiech.
- Dlaczego? - Zdziwiłem się odbierając karteczkę.
- To mężczyźnie bardziej wypada zadzwonić do kobiety.
- Co racja to racja. - Rozbawiony pokiwałem głową.
- Zara! Rany boskie... Czemu nie dajesz znaku życia?! Coś się stało?! - Jakaś kobieta wybiegła z klatki schodowej przed budynek. Prawdopodobnie była z nią spokrewniona.
- Nic się nie stało ciociu... Miałam tylko... Mały wypadek. - Popatrzyła na mnie znacząco a ja zaśmiałem się cicho.
- Kim pan jest? - Przymrużyła oczy mierząc mnie wzrokiem.
- Przyczyną i skutkiem. - Zażartowałem.
- Co on plecie? - Szepnęła do Zary.
- Ciociu... - Wzdychnęła. - Miałam mały wypadek i Alex mi pomógł.
- Właśnie... Alex jestem. - Przedstawiłem się a kobieta wystawiła dłoń przed siebie. Zakłopotałem się zaistniałą sytuacją.
- Musisz cmoknąć dłoń. - Stojąca za starszą kobietą Zara słała mi prawie bezgłośnie instrukcje.
- Aa... Tak. - Odchrząknąłem. - Miło mi panią poznać. - Złapałem delikatniej jej dłoń i zrobiłem co trzeba.
- Mnie również. - Ciotka Zary nie przestawała mnie lustrować.
- Może zaprosimy Alexa na kawę? - Dziewczyna próbowała rozładować napięcie tworzące się między mną a tą babką.
- Dobry pomysł. - Pierwszy raz dzisiejszego popołudnia ciocia się uśmiechnęła. - Zapraszam. - Wskazała ręką wejście.
- Ale... Ja... Nie... - Czułem jak Zara pcha mnie w stronę drzwi.
- Nie wymiguj się, tylko się zgódź. - Uśmiechnęła się do mnie.
W końcu postanowiłem iść sam. Bez przepychanek.
(Zara? Wielki powrót. :) )
- Masz. - Puściłem jej dłoń wcześniej zostawiając w niej wizytówkę. - Gdybyś czasami chciała się ze mną skontaktować... W razie jakiejś podwózki? - Uśmiechnąłem się.
Zara wyjęła z kieszeni płaszcza długopis, coś nabazgrała pospiesznie i oddała mi moją wizytówkę.
- Tobie bardziej się przyda. - Odwzajemniła uśmiech.
- Dlaczego? - Zdziwiłem się odbierając karteczkę.
- To mężczyźnie bardziej wypada zadzwonić do kobiety.
- Co racja to racja. - Rozbawiony pokiwałem głową.
- Zara! Rany boskie... Czemu nie dajesz znaku życia?! Coś się stało?! - Jakaś kobieta wybiegła z klatki schodowej przed budynek. Prawdopodobnie była z nią spokrewniona.
- Nic się nie stało ciociu... Miałam tylko... Mały wypadek. - Popatrzyła na mnie znacząco a ja zaśmiałem się cicho.
- Kim pan jest? - Przymrużyła oczy mierząc mnie wzrokiem.
- Przyczyną i skutkiem. - Zażartowałem.
- Co on plecie? - Szepnęła do Zary.
- Ciociu... - Wzdychnęła. - Miałam mały wypadek i Alex mi pomógł.
- Właśnie... Alex jestem. - Przedstawiłem się a kobieta wystawiła dłoń przed siebie. Zakłopotałem się zaistniałą sytuacją.
- Musisz cmoknąć dłoń. - Stojąca za starszą kobietą Zara słała mi prawie bezgłośnie instrukcje.
- Aa... Tak. - Odchrząknąłem. - Miło mi panią poznać. - Złapałem delikatniej jej dłoń i zrobiłem co trzeba.
- Mnie również. - Ciotka Zary nie przestawała mnie lustrować.
- Może zaprosimy Alexa na kawę? - Dziewczyna próbowała rozładować napięcie tworzące się między mną a tą babką.
- Dobry pomysł. - Pierwszy raz dzisiejszego popołudnia ciocia się uśmiechnęła. - Zapraszam. - Wskazała ręką wejście.
- Ale... Ja... Nie... - Czułem jak Zara pcha mnie w stronę drzwi.
- Nie wymiguj się, tylko się zgódź. - Uśmiechnęła się do mnie.
W końcu postanowiłem iść sam. Bez przepychanek.
(Zara? Wielki powrót. :) )
niedziela, 10 sierpnia 2014
Od Candy
Weszłam do mieszkania, zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam torbę na krzesło. Nie wiem czemu, ale jak mam otwarte drzwi to boję się, że zaraz ktoś wejdzie. Może za dużo W11 ? Nie wiem. Nie ważne z resztą. Położyłam klucze na stoliku i rozejrzałam się po pokoju. Było przeraźliwie pusto. W pokoju nie znajdowało się nic oprócz materaca i śpiwora, na których spałam. W końcu nie miałam jeszcze czasu, żeby zakupić meble i inne sprzęty. Trzeba by było się tym zająć...Niestety. Nie ma nic za darmo, skądś pieniądze trzeba wziąć... Sprawdziłam pocztę. Nie było nic oprócz reklam i gazety z Media Expert. Już miałam odłożyć je na miejsce, kiedy z papierów wyleciała koperta. Podniosłam ją. Zaadresowana była do mnie. Od cioci. Rozerwałam szybko kopertę i zaczęłam czytać.
" Droga Candy,
Bardzo za Tobą tęsknię, mimo, że minęło tylko kilka dni. Ale cieszę się, że odnalazłaś się w nowej sytuacji i zaczęłaś sobie radzić samodzielnie. Wiem, że to trudne... Podejrzewam, że w mieszkaniu nie masz zbyt dużo mebli, ani innych rzeczy, a tak nie może być. Zanim zbierzesz pieniądze na wystrój mieszkania, minie wiele miesięcy, kto wie - może lat ? Dlatego postanowiłam sprzedać niepotrzebne mi rzeczy, pamiątki po ojcu (oczywiście nie wszystkie) i oddać je Tobie. Są ci potrzebne bardziej niż mi. Dodałam do tego jeszcze trochę moich oszczędności i mam nadzieję, że starczy ci na to czego potrzebujesz.
Całuję,
Twoja Gina."
W kopercie znalazłam sporą ilość gotówki, która pozwoliłaby mi na kupno najważniejszych mebli i rzeczy. Postanowiłam, że nie będę pisała listu, bo to za długo, ale zdecydowałam się na smsa: "Dziękuję :-) <3" . Postanowiłam iść pozwiedzać okolice i przy okazji odwiedzić spożywczak i sklep meblowy.
* * *
Szłam chodnikiem i trochę się zgubiłam. Szukałam sklepu z meblami, ale nie mogłam go znaleźć. Postanowiłam zapytać kogoś z przechodniów. Zaczepiłam idącą obok dziewczynę:
- Przepraszam, gdzie mogę znaleźć tą ulicę ? - pokazałam karteczkę z adresem, który znalazłam w internecie.
Dziewczyna wytłumaczyła mi dokładnie.
- Dziękuję bardzo - uśmiechnęłam się - Jestem Candy.
- Maja.
< Maja ? c: >
" Droga Candy,
Bardzo za Tobą tęsknię, mimo, że minęło tylko kilka dni. Ale cieszę się, że odnalazłaś się w nowej sytuacji i zaczęłaś sobie radzić samodzielnie. Wiem, że to trudne... Podejrzewam, że w mieszkaniu nie masz zbyt dużo mebli, ani innych rzeczy, a tak nie może być. Zanim zbierzesz pieniądze na wystrój mieszkania, minie wiele miesięcy, kto wie - może lat ? Dlatego postanowiłam sprzedać niepotrzebne mi rzeczy, pamiątki po ojcu (oczywiście nie wszystkie) i oddać je Tobie. Są ci potrzebne bardziej niż mi. Dodałam do tego jeszcze trochę moich oszczędności i mam nadzieję, że starczy ci na to czego potrzebujesz.
Całuję,
Twoja Gina."
W kopercie znalazłam sporą ilość gotówki, która pozwoliłaby mi na kupno najważniejszych mebli i rzeczy. Postanowiłam, że nie będę pisała listu, bo to za długo, ale zdecydowałam się na smsa: "Dziękuję :-) <3" . Postanowiłam iść pozwiedzać okolice i przy okazji odwiedzić spożywczak i sklep meblowy.
* * *
Szłam chodnikiem i trochę się zgubiłam. Szukałam sklepu z meblami, ale nie mogłam go znaleźć. Postanowiłam zapytać kogoś z przechodniów. Zaczepiłam idącą obok dziewczynę:
- Przepraszam, gdzie mogę znaleźć tą ulicę ? - pokazałam karteczkę z adresem, który znalazłam w internecie.
Dziewczyna wytłumaczyła mi dokładnie.
- Dziękuję bardzo - uśmiechnęłam się - Jestem Candy.
- Maja.
< Maja ? c: >
czwartek, 7 sierpnia 2014
Od Zary cd Alexa
Kiedy Alex wyszedł, dziewczyna, która leżała obok mnie znów zaczęła gadać. "Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam?!" - Mówiłam do siebie w myślach. Zamknęłam oczy, udając, że nic nie słyszę i odwróciłam się na bok.
Po chwili Alex wrócił, trzymając w ręku gazetę i herbatę (jak on to nazwał...?) typu Nestea.
- Patrz co mam. - Uśmiechnął się wchodząc do sali. - Coś do picia i czytania.
- Dzięki. Nie trzeba było. - Powiedziałam z wyrzutem sumienia, że ktoś wydaje na mnie pieniądze.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, do pomieszczenia wszedł lekarz. Zmartwiłam się, że badania nie wyszły za dobrze i będę musiała jeszcze tutaj zostać.
- Mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość. - Zrobił przerwę, aby podrapać się po łysym czubku głowy. - Która pierwsza?
- Chyba ta dobra. - Zawahałam się.
- Dzisiaj będziemy mogli cię wypisać. No i ta zła... Będziesz musiała wytrzymać bez takiego wspaniałego lekarza. - Zaczął się śmiać.
Lekarz wyszedł, a zaraz za nim wybiegła "Gaduła" (tak ją nazwałam). W sali zostałam tylko ja i Alex. Siedzieliśmy w ciszy, mając nadzieję, że zaraz wejdzie Gaduła. Niestety tak się nie stało. W końcu zagadałam.
- Wiem, że cię już za bardzo wykorzystuję, ale mogę mieć jeszcze jedną prośbę?
- Yhym.
- Zawiózłbyś mnie do domu? Jest brzydka pogoda i wolałabym nie powtórzyć... Sam wiesz czego.
- Ty się jeszcze pytasz? Nawet gdybyś nie chciała to i tak musiałbym cię zawieźć, bo sumienie by mnie gryzło.
~~~
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Warunki pogodowe były takie same jak w dniu wypadku. Od samej myśli o tym, po plecach przechodziły mi ciarki.
- Zapomniałeś skręcić. - Upomniałam chłopaka.
- Było wcześniej mówić. Teraz muszę zrobić to...
Alex gwałtownie skręcił, przez co o mało nie spowodował kolejnego wypadku. Tyłem samochodu trochę zarzuciło, ale na szczęście nie na tyle, żeby uderzył w stojącą przy drodze latarnię.
- Jesteś nienormalny. - Zaśmiałam się pod nosem.
- Wiem, ale to przyciąga takie panienki jak ty.
Kilka minut później Alex zatrzymał się pod moim blokiem. Powoli wysiadłam z pojazdu, a on za mną.
- Poczekaj. - Powiedział opierając się o maskę samochodu.
- Tak?
- Chciałem cię jeszcze raz przeprosić. Głupio wyszło.
- Przecież nic się nie stało. - Powiedziałam zakłopotana.
- Wiem, ale mogło się coś stać.
- Mogło... Muszę już iść. - Odwróciłam się i poszłam w stronę klatki schodowej.
Alex dogonił mnie i złapał mnie za rękę.
(Alexie? Sorki, znów długo xd)
Po chwili Alex wrócił, trzymając w ręku gazetę i herbatę (jak on to nazwał...?) typu Nestea.
- Patrz co mam. - Uśmiechnął się wchodząc do sali. - Coś do picia i czytania.
- Dzięki. Nie trzeba było. - Powiedziałam z wyrzutem sumienia, że ktoś wydaje na mnie pieniądze.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, do pomieszczenia wszedł lekarz. Zmartwiłam się, że badania nie wyszły za dobrze i będę musiała jeszcze tutaj zostać.
- Mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość. - Zrobił przerwę, aby podrapać się po łysym czubku głowy. - Która pierwsza?
- Chyba ta dobra. - Zawahałam się.
- Dzisiaj będziemy mogli cię wypisać. No i ta zła... Będziesz musiała wytrzymać bez takiego wspaniałego lekarza. - Zaczął się śmiać.
Lekarz wyszedł, a zaraz za nim wybiegła "Gaduła" (tak ją nazwałam). W sali zostałam tylko ja i Alex. Siedzieliśmy w ciszy, mając nadzieję, że zaraz wejdzie Gaduła. Niestety tak się nie stało. W końcu zagadałam.
- Wiem, że cię już za bardzo wykorzystuję, ale mogę mieć jeszcze jedną prośbę?
- Yhym.
- Zawiózłbyś mnie do domu? Jest brzydka pogoda i wolałabym nie powtórzyć... Sam wiesz czego.
- Ty się jeszcze pytasz? Nawet gdybyś nie chciała to i tak musiałbym cię zawieźć, bo sumienie by mnie gryzło.
~~~
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Warunki pogodowe były takie same jak w dniu wypadku. Od samej myśli o tym, po plecach przechodziły mi ciarki.
- Zapomniałeś skręcić. - Upomniałam chłopaka.
- Było wcześniej mówić. Teraz muszę zrobić to...
Alex gwałtownie skręcił, przez co o mało nie spowodował kolejnego wypadku. Tyłem samochodu trochę zarzuciło, ale na szczęście nie na tyle, żeby uderzył w stojącą przy drodze latarnię.
- Jesteś nienormalny. - Zaśmiałam się pod nosem.
- Wiem, ale to przyciąga takie panienki jak ty.
Kilka minut później Alex zatrzymał się pod moim blokiem. Powoli wysiadłam z pojazdu, a on za mną.
- Poczekaj. - Powiedział opierając się o maskę samochodu.
- Tak?
- Chciałem cię jeszcze raz przeprosić. Głupio wyszło.
- Przecież nic się nie stało. - Powiedziałam zakłopotana.
- Wiem, ale mogło się coś stać.
- Mogło... Muszę już iść. - Odwróciłam się i poszłam w stronę klatki schodowej.
Alex dogonił mnie i złapał mnie za rękę.
(Alexie? Sorki, znów długo xd)
Od Candy
Hej. Jestem Candy. Przyjaciele mówią na mnie Sloane, a czasem Shelby (to
dlatego, że mam żółtego mustanga shelby, którego uwielbiam). Mieszkam w
Londynie, ale pochodzę z Niemiec. Urodziłam się w Monachium. Niestety -
nie mogłam tam mieszkać, bo nie miałam u kogo. Moja matka... eh...
nienawidziłam jej. Zachowała się jak zdrowo walnięta dzi*wka. Dopóki
się urodziłam była z moim ojcem. Kiedy już przyszłam na świat zostawiła
mnie ojcu i pobiegła za swoim nowym facetem, na drugi koniec świata.
Ojciec miał problemy ze zdrowiem. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w
Monachium, do czasu, kiedy tata zmarł. Dostał udaru. Wysłano mnie do
ciotki, siostry ojca - Giny. Mieszkała w Dartford. Bardzo ją polubiłam. W
końcu - musiałam.
* * *
W dniu 19 urodzin dostałam mój pierwszy samochód. To właśnie Gina mi go kupiła. I wtedy postanowiłam wyprowadzić się do Londynu. Ciotka przyjęła tą decyzję bez dyskusji. No bo co miała zrobić? Po miesiącu powiedziałam, że znalazłam sobie już tam pracę i mieszkanko. Czynsz nie był duży jak na stolicę, a w pracy też mało nie zarabiałam. Po kilku dniach pożegnałam się z Giną, spakowałam bagaże i wyjechałam.
* * *
Zaparkowałam pod blokiem, w którym miałam mieszkać. Nie było jeszcze późno, więc tylko zaniosłam walizki do domu i postanowiłam pozwiedzać okolice. Wetknęłam słuchawki w uszy, wepchnęłam telefon do kieszeni. Zamknęłam drzwi i włączyłam Green Day'a. Uwielbiam punk rocka. Polskiego również. Szłam uliczkami podziwiając widoki. Nagle wpadłam na chudą blondynkę z niebieskimi oczami. Uderzenie było tak silne, że wpadłam na pobliską ławkę. Straszliwie rozbolała mnie ręka. Chyba ją zwichnęłam. Dziewczyna podeszła do mnie.
- Sorry, nic ci się nie stało ?
- Nie. Na przyszłość: Uważaj jak chodzisz, bo nie wszyscy w Londynie są tacy mili i udają, że nic się nie stało - na jej twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu, ale nie do końca. Zauważyła, że trzymam się za rękę - A tobie coś się stało? Boli cię ręka?
- Yhym - mruknęłam, zabierając szybko, żeby nie zobaczyła blizn.
< Zara ? c: >
* * *
W dniu 19 urodzin dostałam mój pierwszy samochód. To właśnie Gina mi go kupiła. I wtedy postanowiłam wyprowadzić się do Londynu. Ciotka przyjęła tą decyzję bez dyskusji. No bo co miała zrobić? Po miesiącu powiedziałam, że znalazłam sobie już tam pracę i mieszkanko. Czynsz nie był duży jak na stolicę, a w pracy też mało nie zarabiałam. Po kilku dniach pożegnałam się z Giną, spakowałam bagaże i wyjechałam.
* * *
Zaparkowałam pod blokiem, w którym miałam mieszkać. Nie było jeszcze późno, więc tylko zaniosłam walizki do domu i postanowiłam pozwiedzać okolice. Wetknęłam słuchawki w uszy, wepchnęłam telefon do kieszeni. Zamknęłam drzwi i włączyłam Green Day'a. Uwielbiam punk rocka. Polskiego również. Szłam uliczkami podziwiając widoki. Nagle wpadłam na chudą blondynkę z niebieskimi oczami. Uderzenie było tak silne, że wpadłam na pobliską ławkę. Straszliwie rozbolała mnie ręka. Chyba ją zwichnęłam. Dziewczyna podeszła do mnie.
- Sorry, nic ci się nie stało ?
- Nie. Na przyszłość: Uważaj jak chodzisz, bo nie wszyscy w Londynie są tacy mili i udają, że nic się nie stało - na jej twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu, ale nie do końca. Zauważyła, że trzymam się za rękę - A tobie coś się stało? Boli cię ręka?
- Yhym - mruknęłam, zabierając szybko, żeby nie zobaczyła blizn.
< Zara ? c: >
wtorek, 29 lipca 2014
Od Alexa cd Zary
Przyglądałem się kobiecie leżącej obok Zary. Cały czas coś gadała od rzeczy... Normalnie nie dało się tego słuchać.
- Potrzebujesz czegoś? - Zwróciłem się do Zary.
- Hm, jakby to nie było problemem to wody. - Uśmiechnęła się. - Z przyjemnością napiłabym się herbaty, ale obawiam się, że takiego luksusu w szpitalu nie ma.
- Racja, najwyżej mogę ci załatwić herbatę typu Nestea. - Zaśmiałem się pod nosem.
- Chyba nie mam wyboru. - Mruknęła szukając w portfelu jakiś drobniaków. - Masz, kup mi tą nieszczęsną herbatę. - Wyciągnęła rękę z monetą.
- Chyba żartujesz. - Prychnąłem. - Ty jesteś poszkodowana, więc ja stawiam. - Powiedziałem stanowczo.
- Ale...
- Żadnych "ale". - Nie dałem jej dokończyć. - Zaraz wracam. - Wstałem i wyszedłem z salki.
Sporo czasu mi zajęło szukanie wyjścia z tego przeklętego szpitala. Gdy w końcu się to udało dotarłem do niewielkiego sklepu znajdującego się obok parkingu szpitalnego.
- Dzień dobry. - Odpowiedziałem sprzedawczyni stawiając butelkę na blacie.
- Nie chce pan gazety? - Zaproponowała. - Sporo się ostatnio dzieje...
- Wziąłbym gazetę, ale nie z informacjami ze świata bo nie chcę się dobijać. - Odparłem zamyślony. - Ma pani jakieś... Babskie pisemka?
- Tak. - Wskazała ręką. - Tu ma pan ich do woli.
- To wezmę tą. - Wyjąłem jedną z gazet i położyłem na ladzie.
~~~
Wróciłem - znów się gubiąc - na salę, na której leżała Zara.
- Patrz co mam. - Uśmiechnąłem się na wejściu. - Coś do picia i czytania. - Usiadłem z powrotem obok niej.
(Zara? *W końcu się doczekałam cd* xd )
- Potrzebujesz czegoś? - Zwróciłem się do Zary.
- Hm, jakby to nie było problemem to wody. - Uśmiechnęła się. - Z przyjemnością napiłabym się herbaty, ale obawiam się, że takiego luksusu w szpitalu nie ma.
- Racja, najwyżej mogę ci załatwić herbatę typu Nestea. - Zaśmiałem się pod nosem.
- Chyba nie mam wyboru. - Mruknęła szukając w portfelu jakiś drobniaków. - Masz, kup mi tą nieszczęsną herbatę. - Wyciągnęła rękę z monetą.
- Chyba żartujesz. - Prychnąłem. - Ty jesteś poszkodowana, więc ja stawiam. - Powiedziałem stanowczo.
- Ale...
- Żadnych "ale". - Nie dałem jej dokończyć. - Zaraz wracam. - Wstałem i wyszedłem z salki.
Sporo czasu mi zajęło szukanie wyjścia z tego przeklętego szpitala. Gdy w końcu się to udało dotarłem do niewielkiego sklepu znajdującego się obok parkingu szpitalnego.
- Dzień dobry. - Odpowiedziałem sprzedawczyni stawiając butelkę na blacie.
- Nie chce pan gazety? - Zaproponowała. - Sporo się ostatnio dzieje...
- Wziąłbym gazetę, ale nie z informacjami ze świata bo nie chcę się dobijać. - Odparłem zamyślony. - Ma pani jakieś... Babskie pisemka?
- Tak. - Wskazała ręką. - Tu ma pan ich do woli.
- To wezmę tą. - Wyjąłem jedną z gazet i położyłem na ladzie.
~~~
Wróciłem - znów się gubiąc - na salę, na której leżała Zara.
- Patrz co mam. - Uśmiechnąłem się na wejściu. - Coś do picia i czytania. - Usiadłem z powrotem obok niej.
(Zara? *W końcu się doczekałam cd* xd )
Od Zary cd Mii
Właśnie wychodziłam z kamienicy, w której mieszkałam wraz z ciocią i jej dziećmi, gdy wpadła na mnie jakaś dziewczyna.
- Oh, przepraszam cię. Nic ci nie jest?
- Eh, nie. Uważaj jak chodzisz. - Powiedziałam wrednie, ponieważ z ręki wypadły mi wszystkie papiery do uczelni.
- Jeszcze raz przepraszam. Jestem Mia, a ty?
- Zara. Nigdy nie byłaś w Londynie?
- Niestety nie. Trochę się gubię.
- Mogę Cię kawałek oprowadzić, ale tylko kawałek. - Zaproponowałam.
- Wiesz co... Byłoby mi miło, gdybym znała chociaż troszkę to miasto. Także dzięki.
Przez chwilę szłyśmy w milczeniu, ale później zaczęłam opowiadać nowej znajomej o okolicy, w której się znajdowałyśmy. Mia była bardzo zaciekawiona moimi opowieściami. W końcu dotarłyśmy pod budynek mojej uczelni.
- No to... Do zobaczenia? - Zapytałam.
- Myślę, że tak. Masz. - Dziewczyna wręczyła mi swoją wizytówkę, a ja żeby nie wyjść na gorszą, zapisałam na kartce swój numer.
Dziewczyna stała przed uczelnią, a ja weszłam do budynku.
***
Następnego dnia usłyszałam dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlasz iPhone'a i zobaczyłam numer Mii.
(Mia? Po co dzwoniłaś?)
- Oh, przepraszam cię. Nic ci nie jest?
- Eh, nie. Uważaj jak chodzisz. - Powiedziałam wrednie, ponieważ z ręki wypadły mi wszystkie papiery do uczelni.
- Jeszcze raz przepraszam. Jestem Mia, a ty?
- Zara. Nigdy nie byłaś w Londynie?
- Niestety nie. Trochę się gubię.
- Mogę Cię kawałek oprowadzić, ale tylko kawałek. - Zaproponowałam.
- Wiesz co... Byłoby mi miło, gdybym znała chociaż troszkę to miasto. Także dzięki.
Przez chwilę szłyśmy w milczeniu, ale później zaczęłam opowiadać nowej znajomej o okolicy, w której się znajdowałyśmy. Mia była bardzo zaciekawiona moimi opowieściami. W końcu dotarłyśmy pod budynek mojej uczelni.
- No to... Do zobaczenia? - Zapytałam.
- Myślę, że tak. Masz. - Dziewczyna wręczyła mi swoją wizytówkę, a ja żeby nie wyjść na gorszą, zapisałam na kartce swój numer.
Dziewczyna stała przed uczelnią, a ja weszłam do budynku.
***
Następnego dnia usłyszałam dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlasz iPhone'a i zobaczyłam numer Mii.
(Mia? Po co dzwoniłaś?)
Od Zary cd Alexa
Po prześwietleniu przewieźli mnie na salę. Zauważyłam tam dwa łóżka szpitalne. Jedno z nich było zajęte przez czarnowłosą, młodą dziewczynę. Od razu zaczęła do mnie gadać. Byłam zbyt zmęczona żeby cokolwiek usłyszeć, więc leżałam i przytakiwałam. Po chwili do sali wszedł niski lekarz w podeszłym wieku. W ręku trzymał wyniki badania.
- Na szczęście nic się pani nie stało. - Powiedział. - Ale będzie musiała pani zostać tutaj do jutra.
- Okej. - Odparłam krótko.
- A tak na marginesie. Ktoś na panią czeka na korytarzu.
- Kto? - Zapytałam z nadzieją, że to babcia.
- Chłopak, który panią potrącił. Bardzo się o panią martwi. Wpuścić go?
- No. - Powiedziałam obojętnie.
Lekarz wychylił się za drzwi i przywołał Alex'a. Chłopak wyglądał na przygnębionego. Był blady, a pod oczami miał fioletowe sińce. Na jego ustach gościł smutek. Alex usiadł na krześle obok łóżka i milczał. Postanowiłam przerwać tą niezręczną ciszę.
- Wszystko w porządku? - Spytałam, szturchając chłopaka łokciem.
- To ja powinienem się o to zapytać.
- Oj tam, przesadzasz. Przecież nic mi nie jest. Mogę mówić, biegać, skakać, tańczyć, śpiewać... - Zaczęłam wymieniać.
W końcu na ustach chłopaka zagościł uśmiech, który jak szybko się pojawił, zniknął.
- Słuchaj... Musimy to zgłosić na policję. - Powiedział uważnie dobierając słowa.
- Chyba żartujesz.
- Mówię poważnie.
- Możemy pogadać o tym jak wyjdę... - Tutaj rozejrzałam się po sali. - stąd?
- Jeżeli chcesz...
Pomiędzy nami znów zapanowała niezręczna cisza. Tym razem nikt nie starał się jej przerwać.
(Alex? XD Sorki, za zbyt późne dokończenie xd )
- Na szczęście nic się pani nie stało. - Powiedział. - Ale będzie musiała pani zostać tutaj do jutra.
- Okej. - Odparłam krótko.
- A tak na marginesie. Ktoś na panią czeka na korytarzu.
- Kto? - Zapytałam z nadzieją, że to babcia.
- Chłopak, który panią potrącił. Bardzo się o panią martwi. Wpuścić go?
- No. - Powiedziałam obojętnie.
Lekarz wychylił się za drzwi i przywołał Alex'a. Chłopak wyglądał na przygnębionego. Był blady, a pod oczami miał fioletowe sińce. Na jego ustach gościł smutek. Alex usiadł na krześle obok łóżka i milczał. Postanowiłam przerwać tą niezręczną ciszę.
- Wszystko w porządku? - Spytałam, szturchając chłopaka łokciem.
- To ja powinienem się o to zapytać.
- Oj tam, przesadzasz. Przecież nic mi nie jest. Mogę mówić, biegać, skakać, tańczyć, śpiewać... - Zaczęłam wymieniać.
W końcu na ustach chłopaka zagościł uśmiech, który jak szybko się pojawił, zniknął.
- Słuchaj... Musimy to zgłosić na policję. - Powiedział uważnie dobierając słowa.
- Chyba żartujesz.
- Mówię poważnie.
- Możemy pogadać o tym jak wyjdę... - Tutaj rozejrzałam się po sali. - stąd?
- Jeżeli chcesz...
Pomiędzy nami znów zapanowała niezręczna cisza. Tym razem nikt nie starał się jej przerwać.
(Alex? XD Sorki, za zbyt późne dokończenie xd )
piątek, 18 lipca 2014
Od Michaela.
-Mam, tato ! Już jadę. Cześć.
-Michael. Zaczekaj, tata cię odwiezie.
-C-cooo?
-Nie rób takiej miny kochanie. No, wskakuj do samochodu.
*
-Hej tato !
- Do zobaczenia.
Tak oto, wreszcie pozbyłem się rodziców i zarozumiałej Lilly.
Wysiadłem z samochodu, tuż obok domu w którym miałem zamieszać. Było to obok parku Golden Square. Wszedłem do mieszkania na Lower James St i wrzuciłem torby. Pawłow już się niecierpliwił, więc wyjąłem smycz i ruszyłem na dłuuuugggi spacer. Gdy wracałem, zobaczyłem jakąś dziewczynę którą kojarzyłem z Manhattanu. Nazywała się chyba Mia. Podszedłem do niej i wszystko stało się jasne. To była ta księżniczka Genowii. Chodziła ze mną do liceum. Powiedziałem :
- Cześć Mia !
Dziewczyna popatrzyła na mnie, zaskoczona i odpowiedziała :
- Znamy się ?
- Ah, tak. Chodziłem z tobą do szkoły. Jestem Michael.
- Ty masz siostrę Lilly. W moim wieku, tak ?
- Tak. Wracasz już z spaceru ? A nie chcesz się przejść do kawiarni, na herbatę ?
<Mia, idziesz ?>
-Michael. Zaczekaj, tata cię odwiezie.
-C-cooo?
-Nie rób takiej miny kochanie. No, wskakuj do samochodu.
*
-Hej tato !
- Do zobaczenia.
Tak oto, wreszcie pozbyłem się rodziców i zarozumiałej Lilly.
Wysiadłem z samochodu, tuż obok domu w którym miałem zamieszać. Było to obok parku Golden Square. Wszedłem do mieszkania na Lower James St i wrzuciłem torby. Pawłow już się niecierpliwił, więc wyjąłem smycz i ruszyłem na dłuuuugggi spacer. Gdy wracałem, zobaczyłem jakąś dziewczynę którą kojarzyłem z Manhattanu. Nazywała się chyba Mia. Podszedłem do niej i wszystko stało się jasne. To była ta księżniczka Genowii. Chodziła ze mną do liceum. Powiedziałem :
- Cześć Mia !
Dziewczyna popatrzyła na mnie, zaskoczona i odpowiedziała :
- Znamy się ?
- Ah, tak. Chodziłem z tobą do szkoły. Jestem Michael.
- Ty masz siostrę Lilly. W moim wieku, tak ?
- Tak. Wracasz już z spaceru ? A nie chcesz się przejść do kawiarni, na herbatę ?
<Mia, idziesz ?>
wtorek, 8 lipca 2014
Od Mii
Jechałam limuzyną ( za co muszę podziękować Grandmere). Lars, mój prywatny strażnik, nie wiadomo czemu pił 3 kawę. Spytałam go :
-Masz zamiar przez następne 3 dni nie spać ?
-Nie Wasza Wysokość.
-Aha...-odparłam podejrzliwie.
Po 3 godzinach jazdy, byliśmy dopiero we Francii, a do Wielkiej Brytanii jeszcze tak daleko.
*
Wysiadłam z limuzyny i podeszłam do pobliskiej kawiarenki. Zamówiłam herbatę, dla mnie i dla Larsa. Zadziwiające że nasz szofer nie zasnął. Wyjęłam GrLouie i postanowiłam porozglądać się po okolicy. Wtedy zobaczyłam plakat, na którym był mój KUZYN - Książę Rene. Choć nie powinien mieć tego tytułu. Zastanawiałam się, czego on dotyczy i podeszłam bliżej. Rene ( ta łajza jedna) występował w reklamie, nie zbyt obchodziło mnie czego. A gdzie teraz był Rene ? W Londynie...błagam by nie. Miałam zamieszkać na Lower James St. Tam też mnie zawiózł Frencoi. Weszłam do apartamentu i powiedziałam Larsowi, że może zamieszkać na poddaszu, na co przystał. Postanowiłam się rozpakować i pozwiedzać Londyn. Podobno nie daleko jest Park Golden Square, tam też poszłam.
*
Rozglądałam się dookoła, podziwiając przyrodę, gdy nagle wpadłam na jakąś dziewczynę, szybko powiedziałam :
-Oh, przepraszam Cię. Nic Ci nie jest ?
-Eh, nie. Uważaj jak chodzisz.
-Jeszcze raz przepraszam. Jestem Mia. A ty ?
-Zara. Nigdy nie byłaś w Londynie ?
-Nie.
<Zara?>
-Masz zamiar przez następne 3 dni nie spać ?
-Nie Wasza Wysokość.
-Aha...-odparłam podejrzliwie.
Po 3 godzinach jazdy, byliśmy dopiero we Francii, a do Wielkiej Brytanii jeszcze tak daleko.
*
Wysiadłam z limuzyny i podeszłam do pobliskiej kawiarenki. Zamówiłam herbatę, dla mnie i dla Larsa. Zadziwiające że nasz szofer nie zasnął. Wyjęłam GrLouie i postanowiłam porozglądać się po okolicy. Wtedy zobaczyłam plakat, na którym był mój KUZYN - Książę Rene. Choć nie powinien mieć tego tytułu. Zastanawiałam się, czego on dotyczy i podeszłam bliżej. Rene ( ta łajza jedna) występował w reklamie, nie zbyt obchodziło mnie czego. A gdzie teraz był Rene ? W Londynie...błagam by nie. Miałam zamieszkać na Lower James St. Tam też mnie zawiózł Frencoi. Weszłam do apartamentu i powiedziałam Larsowi, że może zamieszkać na poddaszu, na co przystał. Postanowiłam się rozpakować i pozwiedzać Londyn. Podobno nie daleko jest Park Golden Square, tam też poszłam.
*
Rozglądałam się dookoła, podziwiając przyrodę, gdy nagle wpadłam na jakąś dziewczynę, szybko powiedziałam :
-Oh, przepraszam Cię. Nic Ci nie jest ?
-Eh, nie. Uważaj jak chodzisz.
-Jeszcze raz przepraszam. Jestem Mia. A ty ?
-Zara. Nigdy nie byłaś w Londynie ?
-Nie.
<Zara?>
Od Alexa cd Zary
Widziałem, że dziewczyna nie czuje się za dobrze.
- Postaraj się wytrzymać. - Mruknąłem pod nosem zakręcając już na szpitalny podjazd.
Gdy zaparkowałem samochód na parkingu pomogłem Zarze wysiąść. Zaplotła ręce na moim karku, nie dała rady dalej iść. Złapałem ją pod kolanami i niosąc ją na rękach zaniosłem na oddział ratunkowy.
- Może jej ktoś pomóc? - Zawołałem będąc już w środku.
- Co się stało? - Podszedł do mnie jakiś lekarz, który przed chwilą rozmawiał z pielęgniarką.
- Wypadek samochodowy. To znaczy...
- Tak? - Ponaglał mnie, żebym powiedział co się stało.
- No potrąciłem ją... - Wydusiłem z siebie w końcu. - To przez tą mgłę...
- Proszę za mną. - Odwrócił się i poszedł korytarzem. - Niech pan ją położy. - Wskazał na łóżko gdy byliśmy w jakiejś salce.
- Dziękuję.
- A teraz proszę wyjść. Trzeba będzie jej zrobić prześwietlenie. Jak się nazywa pana dziewczyna?
- Ona nie jest... - Zacząłem zirytowany.
- A no tak. Zapomniałem. - Machnął ręką. - Pan ją potrącił więc jej nie zna.
- Tak, właśnie. - Poczułem jak robię się czerwony na twarzy. - To ja... Poczekam w korytarzu... Powie mi doktor jak się wybudzi?
- Jak się zgodzi tu pana przyjąć to tak.
- Jeszcze raz dziękuję. - Uścisnąłem mu dłoń.
Wróciłem na oddział gdzie siedziała spora grupa ludzi. Wszyscy mieli albo połamane nogi, albo ręce... I inne przypadki... Wolałem na nich nie patrzeć, bo aż mnie wszystko bolało. Usiadłem na jedynym wolnym krześle i oparłem. Wzdychając głośno jakaś babcia się do mnie doczepiła.
- Coś się panu dzieje? - Zapytała skrzeczącym głosem.
- W-Wszystko w porządku. - Zająknąłem się odsuwając się od niej. - Naprawdę. - Widząc mierzące spojrzenie kobiety postanowiłem jeszcze dodać. - Jestem po prostu bardzo zmęczony, i...
- Rozumiem. Za moich czasów...
Wyłączyłem mózg udając, że słucham co ona opowiada. Co jakiś czas tylko mówiłem "aha", "mhm" i tak dalej... Modliłem się w duchu, żeby ten lekarz już przyszedł...
(Zara? Ratuj od starej babci xd)
- Postaraj się wytrzymać. - Mruknąłem pod nosem zakręcając już na szpitalny podjazd.
Gdy zaparkowałem samochód na parkingu pomogłem Zarze wysiąść. Zaplotła ręce na moim karku, nie dała rady dalej iść. Złapałem ją pod kolanami i niosąc ją na rękach zaniosłem na oddział ratunkowy.
- Może jej ktoś pomóc? - Zawołałem będąc już w środku.
- Co się stało? - Podszedł do mnie jakiś lekarz, który przed chwilą rozmawiał z pielęgniarką.
- Wypadek samochodowy. To znaczy...
- Tak? - Ponaglał mnie, żebym powiedział co się stało.
- No potrąciłem ją... - Wydusiłem z siebie w końcu. - To przez tą mgłę...
- Proszę za mną. - Odwrócił się i poszedł korytarzem. - Niech pan ją położy. - Wskazał na łóżko gdy byliśmy w jakiejś salce.
- Dziękuję.
- A teraz proszę wyjść. Trzeba będzie jej zrobić prześwietlenie. Jak się nazywa pana dziewczyna?
- Ona nie jest... - Zacząłem zirytowany.
- A no tak. Zapomniałem. - Machnął ręką. - Pan ją potrącił więc jej nie zna.
- Tak, właśnie. - Poczułem jak robię się czerwony na twarzy. - To ja... Poczekam w korytarzu... Powie mi doktor jak się wybudzi?
- Jak się zgodzi tu pana przyjąć to tak.
- Jeszcze raz dziękuję. - Uścisnąłem mu dłoń.
Wróciłem na oddział gdzie siedziała spora grupa ludzi. Wszyscy mieli albo połamane nogi, albo ręce... I inne przypadki... Wolałem na nich nie patrzeć, bo aż mnie wszystko bolało. Usiadłem na jedynym wolnym krześle i oparłem. Wzdychając głośno jakaś babcia się do mnie doczepiła.
- Coś się panu dzieje? - Zapytała skrzeczącym głosem.
- W-Wszystko w porządku. - Zająknąłem się odsuwając się od niej. - Naprawdę. - Widząc mierzące spojrzenie kobiety postanowiłem jeszcze dodać. - Jestem po prostu bardzo zmęczony, i...
- Rozumiem. Za moich czasów...
Wyłączyłem mózg udając, że słucham co ona opowiada. Co jakiś czas tylko mówiłem "aha", "mhm" i tak dalej... Modliłem się w duchu, żeby ten lekarz już przyszedł...
(Zara? Ratuj od starej babci xd)
poniedziałek, 7 lipca 2014
Od Zary cd Alexa
Kiedy wracałam do domu pogoda była paskudna. Była gęsta mgła, przez którą widoczność na drodze stawała się minimalna. Nienawidziłam wychodzić w taką pogodę gdziekolwiek. Niestety tego dnia musiałam iść do sklepu, ponieważ ciotce zabrakło mleka na naleśniki dla licznego kuzynostwa. Zamyślona podeszłam do przejścia dla pieszych i rozejrzałam się. Widząc, że samochód powoli zatrzymuje się, ruszam przed siebie. Niestety w ostatniej chwili kierowca rozmyślił się i przyśpieszył. "Pewnie mnie nie zauważył" - pomyślałam. Samochód uderzył we mnie. Przeleciałam przez maskę i upadłam, uderzając głową o krawężnik. Kierowca wygramolił się z samochodu, a ja nadal leżałam na ziemi.
- Nic pani nie jest? - zapytał, uważnie mi się przyglądając.
Słyszałam jego słowa, jednak nie potrafiłam odpowiedzieć. Chłopak zauważył, że otworzyłam oczy i mnie podniósł.
- Co robisz? - odzyskałam mowę.
- Od kiedy jesteśmy na ty? - zapytał ironicznie. W jego oczach było widać rozbawienie, ale też strach.
Chłopak posadził mnie na pobliskiej ławce i przytrzymał mi głowę.
- Zaraz wracam, przestawię samochód.
Przez chwilę myślałam, żeby podnieść się i uciec. Jednak kiedy wstałam, zakręciło mi się w głowie i usiadłam z powrotem.
Po chwili chłopak wrócił. W ręce trzymał butelkę wody.
- Masz. - Podał mi ją. - Napij się.
- Dzięki. - Pociągnęłam spory łyk wody niegazowanej.
- Wszystko w porządku?
- Myślę, że... - Tutaj zwymiotowałam. - Dobra, jest źle. Głowa mnie boli.
- Chodź. - Chłopak złapał mnie za rękę.- Zawiozę cię do szpitala. I tylko nie mów mi, że nie, bo i tak tam w końcu pojedziesz.
Już po chwili jechaliśmy w stronę szpitala.Nad miastem nadal panowała mgła. Starałam się nie zasnąć. Co chwilę słyszałam głos chłopaka, który siedział obok mnie.
- A tak w ogóle, to jestem Alex.
- Zara.
(Alex?)
- Nic pani nie jest? - zapytał, uważnie mi się przyglądając.
Słyszałam jego słowa, jednak nie potrafiłam odpowiedzieć. Chłopak zauważył, że otworzyłam oczy i mnie podniósł.
- Co robisz? - odzyskałam mowę.
- Od kiedy jesteśmy na ty? - zapytał ironicznie. W jego oczach było widać rozbawienie, ale też strach.
Chłopak posadził mnie na pobliskiej ławce i przytrzymał mi głowę.
- Zaraz wracam, przestawię samochód.
Przez chwilę myślałam, żeby podnieść się i uciec. Jednak kiedy wstałam, zakręciło mi się w głowie i usiadłam z powrotem.
Po chwili chłopak wrócił. W ręce trzymał butelkę wody.
- Masz. - Podał mi ją. - Napij się.
- Dzięki. - Pociągnęłam spory łyk wody niegazowanej.
- Wszystko w porządku?
- Myślę, że... - Tutaj zwymiotowałam. - Dobra, jest źle. Głowa mnie boli.
- Chodź. - Chłopak złapał mnie za rękę.- Zawiozę cię do szpitala. I tylko nie mów mi, że nie, bo i tak tam w końcu pojedziesz.
Już po chwili jechaliśmy w stronę szpitala.Nad miastem nadal panowała mgła. Starałam się nie zasnąć. Co chwilę słyszałam głos chłopaka, który siedział obok mnie.
- A tak w ogóle, to jestem Alex.
- Zara.
(Alex?)
Od Alexa
Wracałem wraz z zespołem późną nocą z koncertu. Jako, że jedyny byłem trzeźwy - prowadziłem samochód.
- Możesz nas już tu zostawić. Poradzimy sobie. - Powiedział Matt, przyjaciel.
- Okey, jak sobie chcecie. - Wzruszyłem obojętnie ramionami.
Zatrzymałem samochód przy przystanku autobusowym. Nie będę za nich odpowiadał. Niech robią co chcą... W końcu są dorośli.
- Trzymajcie się! - Krzyknąłem jak już zamykali drzwi.
- No, cześć. Dzięki za podwózkę.
- Nie ma sprawy. - Mruknąłem sam do siebie siedząc w pustym już samochodzie.
Przerzuciłem bieg i ruszyłem z miejsca. Nie wiem skąd, ale na drodze pojawiła się mgła. W mieście, i to tak gęsta, że musiałem się skupić gdzie jadę żeby trafić do domu w jednym kawałku. Odwróciłem na chwilę wzrok, patrząc czy nic nie jedzie z lewej. Spojrzałem ponownie przed siebie i docisnąłem hamulec widząc jakąś postać pchającą mi się pod koła.
- Co jest?! - Wściekłem się. To była kobieta.
Rozpiąłem pasy i wygramoliłem się z auta.
- Nic pani nie jest? - Przyglądnąłem się czy nic jej nie zrobiłem.
(Zara?)
- Możesz nas już tu zostawić. Poradzimy sobie. - Powiedział Matt, przyjaciel.
- Okey, jak sobie chcecie. - Wzruszyłem obojętnie ramionami.
Zatrzymałem samochód przy przystanku autobusowym. Nie będę za nich odpowiadał. Niech robią co chcą... W końcu są dorośli.
- Trzymajcie się! - Krzyknąłem jak już zamykali drzwi.
- No, cześć. Dzięki za podwózkę.
- Nie ma sprawy. - Mruknąłem sam do siebie siedząc w pustym już samochodzie.
Przerzuciłem bieg i ruszyłem z miejsca. Nie wiem skąd, ale na drodze pojawiła się mgła. W mieście, i to tak gęsta, że musiałem się skupić gdzie jadę żeby trafić do domu w jednym kawałku. Odwróciłem na chwilę wzrok, patrząc czy nic nie jedzie z lewej. Spojrzałem ponownie przed siebie i docisnąłem hamulec widząc jakąś postać pchającą mi się pod koła.
- Co jest?! - Wściekłem się. To była kobieta.
Rozpiąłem pasy i wygramoliłem się z auta.
- Nic pani nie jest? - Przyglądnąłem się czy nic jej nie zrobiłem.
(Zara?)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)